“Przystań”
Chociaż dziewczyn i kobiet w mym życiu bez liku
A ich imion i twarzy spamiętać nie sposób;
Tylko jedną z nich, co dzień, w serca pamiętniku
Drżącym piórem wspominam – lecz nie winię losu.
Byliśmy razem krótko, lat miałem niewiele
I myślałem że szczęście dopiero za rogiem;
Były balangi, był sport, byli przyjaciele,
A przystań tak odległa, jak Odysa drogi.
Ruszyłem w pogoń za tym, co widziały oczy –
Ukrytych głębiej zalet nie szukając wcale;
A kiedy upływ czasu pustką mnie zaskoczył
Ona już odpłynęła w bezpowrotne dale.
I nigdy się nie dowiem, nigdy nie przekonam –
Choćbym wołał Jej imię tak w dzień, jak i w nocy –
Czy mógłbym być Jej YANGiem, a moją YIN Ona
I czy przez życie razem powinniśmy kroczyć?!
Ze łzą się wspomnień uśmiech jak warkocz przeplata
W bezdennej głębii toną nowe dnie i noce
I tylko marzeń wciąż mniej, i wiosny i lata;
A przystań smutną mrzonką, zmurszałym owocem…
